OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Relacja Agaty Dyl z rejsu na Gotlandię w 2015 roku.

Maj 2015 r., salka szkoleniowa w Starym Porcie w Krakowie. Po wykładzie z meteorologii, na który wybrałam się głównie dlatego, że prowadził go mój kolega (po części też dlatego, że chyba mam słabość do wykładów szkwałowych).

Rozmowa z jednym z Kapitanów Szkwału :

Kapitan: Mam wolną koję na rejs na Gotlandię, płyniesz?

Ja: (po jakiś 3 sekundach namysłu) – Płynę, jutro potwierdzę, tylko uzgodnię urlop.

I tak właśnie podejmuje się dobre decyzje.

Kapitanem, z którym rozmawiałam był Paweł. Pierwszym oficerem – Janek . Załogę stanowili: Grażynka, Ola, Sławek, Paweł (kolega prowadzący wspomniany wcześniej wykład – w Szkwale świat wydaje się mały, ale to miłe odczucie) i ja .

Rejs rozpoczynał się 1 sierpnia. Wypływaliśmy z Górek Zachodnich k. Gdańska. Jednostką, którą wyruszyliśmy w rejs była s/y ASPERA (Emka 36 z 1987 r., dł. 10,8m, zanurzenie 1,8 mb, pow. żagli 60 m2). Jacht może nie najnowszy, ale zdecydowanie
z duszą.

Po zaokrętowaniu przeszliśmy obowiązkowe przeszkolenie z bezpieczeństwa, dopasowaliśmy kamizelki, ustaliliśmy szczegóły rejsu, przygotowaliśmy jacht. Pozostało tylko wypłynąć – wyruszyliśmy ok. godz. 17:00.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

Celem naszego rejsu była miejscowość Visby, położona w północnej części Gotlandii. Chcąc do niej dotrzeć mieliśmy do pokonania ok. 200 mil morskich. Oznaczało to ponad dwu-dobowy przelot.

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zachód słońca oglądaliśmy z morza. W tle widać jeszcze Trójmiasto. 

.

.

Kolejny dzień przywitał nas słoneczną pogodą
i umiarkowanym wiatrem. Cóż, może zbyt umiarkowanym. Słaby wiatr miał swoją zaletę – nie zwiewało nam kart.

W poniedziałek po południu na horyzoncie pojawiła się wyspa. Według planu mieliśmy zostać na noc w jednej z najbardziej wysuniętych na południe miejscowości – Burgsvik. Jest to niewielka osada zamieszkiwana przez ok. 350 osób. Przy cumowaniu swoją pomoc zaoferował nam bardzo sympatyczny Szwed, którego w zamian poczęstowaliśmy dobrym, polskim piwem Kasztelan. Nie spodziewaliśmy się, że podarunek ten tak bardzo przypadnie  mu do gustu. Kiedy sklarowaliśmy jacht odwiedził nas przynosząc ze sobą całą siatkę szwedzkiego odpowiednika, proponując zamianę za piwo z Polski. Bardzo się zdziwił i trochę zasmucił, gdy dowiedział się, że tak smakujące mu piwo można kupić w Polsce kilkukrotnie taniej, niż zdecydowanie mniej zachwycające w smaku, piwo szwedzkie. Od razu zadeklarował, że na kolejny rejs płynie do Polski. Spędziliśmy wspólnie miły wieczór.

Podróżując poznajemy wielu ludzi. Czasem są to znajomości krótkie, ot wieczór przy piwie i ciekawa rozmowa, czasem przyjaźnie na długie lata a czasem coś pomiędzy. Nawet nowo poznany człowiek może nas zainspirować, opowiedzieć nam ciekawą historię lub czegoś nas nauczyć… albo my jego?

W dalszą drogę wyruszyliśmy następnego dnia rano. Płynęliśmy wzdłuż wyspy, więc mogliśmy się jej lepiej przyjrzeć. Zbudowana jest głównie z wapieni, dzięki czemu linia brzegowa jest ciekawa dla oka. Zachodni brzeg, wzdłuż którego płynęliśmy to głównie wysokie na kilkadziesiąt metrów OLYMPUS DIGITAL CAMERAklify, robiące wrażenie swoją wysokością, zwłaszcza z poziomu morza.

Do celu naszej podróży dotarliśmy po południu, tego samego dnia –
4-tego sierpnia. Visby jest stolicą wyspy, zamieszkiwaną przez ok. 22 tys. osób. Miasto to znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Otoczone jest murami obronnymi z XIII wieku, w obrębie których znajduje się ponad 200 średniowiecznych budowli. Idealne miejsce dla osób lubiących klimat wieku średniego.

Po zacumowaniu i uporządkowaniu jachtu wybraliśmy się na zwiedzanie okolicy.

Lokalnym przysmakiem są lody szafranowe, które były pierwszy punktem na naszej trasie. Wybór kolejności zwiedzania był podyktowany dwoma głównymi czynnikami: obawą, że lodziarnie zostaną wkrótce zamknięte oraz szczerą chęcią zjedzenia czegoś nie nawiązującego w smaku do pasztetu, kabanosów ani żółtego sera.

Spacerując po mieście widzieliśmy coraz więcej osób ubranych w średniowieczne stroje. Co roku w Visby organizowany jest festiwal średniowieczny – Medieval Week. Okazało się, że trafiliśmy w sam środek jego trwania. Zabawa polega na przeniesieniu w czasie całego miasta na jeden tydzień. Organizowane są pokazy i wykłady związane z tematyką średniowieczną oraz wiele innych atrakcji. Nie dziwili więc sprzedawcy ubrani w epokowe stroje ani targ, na którym można było nabyć wyroby skórzane, futra czy łuki (nie wiem czy prawdziwe). Więcej na temat festiwalu można się dowiedzieć ze strony: http://www.medeltidsveckan.se/en/.

Wieczorem wybraliśmy się nad brzeg morza, gdy zrobiło się całkiem ciemno na plaży rozpoczęły się pokazy tańca z ogniem. Trochę dziwnie czuliśmy się będąc praktycznie jedynymi osobami, w najbliższej okolicy ubranymi we współczesne stroje (niedociągnięcie z naszej strony, które kiedyś trzeba będzie nadrobić). Nie uszło to uwadze siedzących obok i groźnie wyglądających Wikingów, którzy okazali się jednak bardzo wesołymi ludźmi.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kolejnego dnia – 5-tego sierpnia przed południem wypłynęliśmy w drogę powrotną, która minęła spokojnie, chociaż trochę mocniej wiało.

Będąc już na terenie Polski zatrzymaliśmy się na chwilę na Helu, potem popłynęliśmy do Pucka, gdzie spotkaliśmy się z rodziną Janka
i Sławka. W Pucku zostaliśmy na noc.

.

.

 

Mieliśmy kilka głupich, niezrealizowanych pomysłów związanych z tym pomostem. Do dzisiaj nie jesteśmy pewni czy rzeczywiście były głupie czy po prostu złe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Trasę zakończyliśmy kolejnego dnia. Przepłynęliśmy przez Zatokę Gdańską z Pucka do Górek Zachodnich, skąd startowaliśmy. Spakowaliśmy swoje rzeczy i sprzątnęliśmy jacht, potwierdzając po raz kolejny, że:

- zapasów jedzenia jest zawsze albo za dużo albo za mało – w naszym przypadku na szczęście sporo jeszcze zostało;

- objętość rzeczy zabranych na rejs magicznie się zwiększa przy pakowaniu na powrót.

.

Z perspektywy czasu nadal bardzo dobrze wspominam ten rejs. Chciałabym podziękować jeszcze raz Kapitanowi – Pawłowi Szańcowi za organizację i „wzięcie mnie na łódkę”. Dziękuję również Pawłowi Kościelnemu za wykonanie tylu pięknych zdjęć w trakcie tego rejsu oraz za możliwość wykorzystania kilku z nich do zilustrowania naszej wyprawy. A także pozostałej części załogi za świetną współpracę i miłe towarzystwo.

Polecam książkę Gotland Jerzego Kulińskiego. Towarzyszyła nam na rejsie i okazała się bardzo pomocna, poza tym jest też ciekawą lekturą. Warto zwrócić uwagę na to, które wydanie się posiada, gdyż książka jest co jakiś czas aktualizowana.

 

 

Źródła:

https://en.wikipedia.org/wiki/Burgsvik

https://pl.wikipedia.org/wiki/Visby

 

 

Agata Dyzdjęciel – Jachtowy Sternik Morski, członek MKM Szkwał od 2013 r.
„Lubię brać udział zarówno w »zimnych« jak i w »ciepłych« rejsach oraz realizować tzw. ‘głupie’ pomysły – nie mylić z tymi złymi :)”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Autor: Agata Dyl

Fot. Paweł Kościelny

Korekta: Paulina Szczepankiewicz