|
Rejs ten, jak stwierdzili jednogło¶nie wszyscy uczestnicy, wypadł absolutnie
genialnie :) Na dobry pocz±tek, ledwo zaokrętowali¶my się na naszym pięknym
Orliku, wyładowuj±c prowiant wysypali¶my 3/4kawy do kokpitu i przy okazji
odkryli¶my nieodtykalno¶ć odpływów. Qba oczywi¶cie musiał co¶ zepsuć, więc tym
razem wypadło na pompę zęzow±, której urwał r±czkę. Następnego ranka, gdy pełni
entuzjazmu chcieli¶my dobudzić organizmy, okazało się, że również resztka
rozpuszczalnej znikła... Niezrażeni, wyruszyli¶my na Zatokę. W Jastarni zabrali
nam Didka jego dziadkowie, którzy byli w Chałupach na wakacjach. Wrócił
zrozpaczony - kazali mu się umyć! W luksusowym hotelu! W dodatku podobno
my¶leli, że pływamy w pięć osób na Generale Zaruskim;, a gdy zobaczyli Orlika,
byli pewni, że ma on w ¶rodku łazienkę i kuchnię. My¶leli, że cała obsługa
jachtu polega na naciskaniu guziczków, a w ogóle, to gdzie mamy szalupę
ratunkow±??? OdpowiedĽ była prosta: po prostu na niej pływamy... Kiedy póĽniej
wybrali¶my się cał± załog± na zwiedzanie portu, ze niejakim zdumieniem
zoorientowali¶my się, że miasto Jastarnia idzie spać po godzinie 21! Pozostał
tylko namiot techno i koncert szantowy grupy;Trzy Majtki (których de facto było
czterech). Wybrali¶my się więc na ten ostatni, nie licz±c na co poniektórych (Qby
i pana Pierwszego), który spali przez następne 12 godzin. Rano zaczęły się
kłopoty z silnikiem, a pagaji nie mieli¶my, gdyż w CWM-ie w Gdynii (Centrum
Wyszkolenia Morskiego, nasz armator) bynajmniej ich dla nas nie było. Mimo tych
przeciwno¶ci, zachęceni przez bosmana portu wieczorem ma wiać 6-7 B wypłynęli¶my
w kierunku Helu. Przy długim i mozolnym wpływaniu do tego ostatniego (drobne
kłopoty nawigacyjne pierwszego), zastanawiali¶my się filozoficznie, czy znak
kardynalny moze być jednocze¶nie nabieżnikiem, którego obecno¶ci nam brakowało -
sprawe wyja¶nił Kapitan pokazuj±c datę wydania Locji zatoki z roku.. 1962 . Przy
ci±głym wietrze koło 2-3 B musieli¶my przepu¶cić dobrych kilka Krów (statków
pasażerskich), i wpłyn±ć oczywi¶cie na żaglach - z braku innej możliwo¶ci.
Czwartego dnia obrali¶my kurs na Władysławowo, gdzie dotarlismy dopiero po
zmierzchu i byli¶my zachwyceni wspaniał± gr± ¶wiateł miasta, widzieli¶my jak na
dłoni wszystko. oprócz ¶wiateł sygnalizuj±cych wej¶cie do portu. A gdy już
wreszcie co¶ dostrzegli¶my, okazało się, że nie wiadomo czemu czerwone ¶wiatło
jest po prawej a zielone po lewej podczas gdy powinno być odwrotnie. Sprawa
wyja¶niła się dopiero póĽniej prawdziwe ¶wiatło czerwone było przysłonięte, gdyż
wej¶cie do portu jest od boku; a czerwone przez nas widziane, to jak stwierdził
rano Qbu¶ to była ruchoma budka z kurczakami... W tym oto wspaniałym
Władysławowie staracili¶my ponad dobę zły wiatr i deszcz uniemożliwiły nam
dalsz± podróż wzdłuż wybrzeża. Humor jednak poprawili nam żeglarze z s±siedniego
jachtu, pytaj±c, czy nie mamy przypadkiem piły (ależ oczywi¶cie! Toż to
niezbędnik żeglarza piła!!!). Didek z nudów wymył cały jacht, a przy obiedzie
naprawdę nieĽle się pożarli z Pierwszym w kwestii pulpecików którym dali radę w
ilo¶ci trzech słoików. Szóstego dnia ambitnie przebyli¶my trasę z powrotem do
Gdyni w rekordowym czasie a wieczorem kożystalismy z uroków Trójmiasta w którym
byul;i¶my na koncercie Szantowym. Ostatniego za¶ ledwo co wiało i została nam
już tylko możliwo¶ć drobnej wycieczki do Sopotu. Lecz znów poprawiały nam
samopoczucie inne załogi tym razem podchodz±cy do kei na silniku, mniej więcej
1.5m od niej-Ile jeszcze? Cztery metry! o krok przed: Desantowa?! No, prawie!
Podsumowuj±c, odbyli¶my baaaaardzo wesoły rejs z fest-załog± na pierwszorzędnym
jachciku :). Wchodzili¶my do każdego portu na żaglach, nie maj±c silnika ani
pagaji... A kiedy z niezmierzonym żalem pakowywali¶my się..dalej nie było ¶ladu
kawy... |
||
|
||