|
|
TIM (This is Madagaskar)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich Szkwałowiczów. Nie jestem w stanie opisywać wszystkiego dla każdego osobno więc spróbuję w ten sposób. Ogólnie - czuję się świetnie i proszę o natychmiastowe zwolnienie mnie ze szpitala. Gdyby ktoś chciał uratować biednego rozbitka to podaję moją pozycję: S18 54.471 E47 31.222. Dodatkowa informacja dla tych, którzy jeszcze nie dowiedzieli się gdzie są zdjęcia:
http://picasaweb.google.co.uk/majkel.gabor
. Do kontaktów pozostaje mi tylko emalia i skype. Niestety trzeba klepać, pogadać się nie da. Zresztą wystarczy popatrzeć jak wygląda budka telefoniczna :-)
Awaryjny
TIM II - Ocean Indyjski
Wreszcie się doczekałem. Wycieczka nad ocean planowana była długo, ale w końcu się udało. 29.03.2007 o 0600 Wyjechaliśmy z Tana i pojechaliśmy na wschód. Tana leży na wysokości ok. 1250 m npm. Ta cześć wyspy jest górzysta i porośnięta gęstym lasem. Droga wiedzie serpentynami przez przepiękne zielone gaje bananowe. Naszym pierwszym celem był camping położony na S od Tamatave nad jednym z jezior, które w połączeniu z kanałem tworzą śródlądową drogę wodną.
Przy braku dróg lądowych i biorąc pod uwagę jak groźny może być ocean jest to jedna z najważniejszych arterii komunikacyjnych na wschodzie wyspy.
Na miejsce dotarliśmy ok. 14:30. Biorąc pod uwagę ponad 8h spędzonych w samochodzie oraz zbliżający się zachód słońca oglądanie kanału zostawiliśmy na dzień następny, zaś ten wieczór przeznaczony został na spacery po plaży i wykańczanie zapasów ryb w miejscowej knajpie.
W piątek rano wynajęliśmy łódź i popłynęliśmy na NE do rezerwatu niedostępnego drogą lądową. Same jeziora i kanał są raczej płytkie i mocno obstawione wszelkiego typu pułapkami na miejscowe żyjątka, ale omega powinna sobie poradzić. Jazdę głośną motorówką wynagrodziły cudowne widoki na kanale, śliczny park z lemurami i możliwość przejęcia steru tego pływadła. Zasuwało toto prawie 12 węzłów!!!
Po powrocie zjedliśmy obiad i skierowaliśmy się na N w stronę otwartego Oceanu. Niestety drogi były coraz gorsze. Musieliśmy porzucić plan oglądanie portu i skierować się do naszej noclegowni. Okazało się, że mamy fajną chatkę prawie na plaży i jesteśmy osłonięci rafą. Żaglówek zero, zresztą w czasie odpływu po rafie można brodzić w wodzie po kolana. W sobotę w czasie przypływu popłynęliśmy pirogami żeby ponurkować. Tego się opisać nie da. Równie ciekawy był wypad do twierdzy i wizyta w pobliskiej wiosce. Grilowane langusty są pycha!!! Zobaczyłem też jak wygląda ocean z nieosłoniętego brzegu. Na kąpiel tutaj mało, kto sobie pozwala ze względu na wysoką falę i rekiny. Następnym razem muszę zobaczyć to od drugiej strony. W drodze powrotnej do Tana wreszcie zobaczyliśmy port. Niestety było już bardzo mało czasu. No cóż, mam jeszcze cztery miesiące...
Pozdrawiam cały Szkwał
Awaryjny
TIM III - S19 58.718 E48 47.087 - Maharono.
W czasie, kiedy większość Szkwałowiczów świetnie bawiła się w górach, mnie - rozbitkowi na czerwonej wyspie - udało się powrócić nad ocean. Tym razem bardziej na południe. Korzystając z uprzejmości Ojców Oblatów znalazłem się w pięknej miejscowości nad samym brzegiem oceanu, tak, blisko że w nocy słychać było jego szum. Zachęcony opowieściami jeszcze tego samego dnia poleciałem zobaczyć plażę i port. I tu zagwozdka!!! To, co tubylcy nazywają portem to ehem... łacha piasku u ujścia rzeki!!! Jednak faktycznie sprawuje funkcję portu. Co rano o świcie rybacy spychają na wodę swoje pirogi. Niesamowite ile wprawy i zręczności trzeba mieć żeby wskoczyć do czegoś tak chybotliwego stojąc w wodzie po pas pomiędzy jedną falą a drugą. Jak gościu już jest w środku to nagina pagajką ile wlezie żeby jak najszybciej pokonać miejsce gdzie fala się załamuje, dalej już jest łatwo. Następna funkcja portu objawia się koło godziny 14-tej. Rybacy wracają i zaczynają handel tym, co wyciągnęli z wody - a wyciągają kuuuupę różnego smacznego paskudztwa.
I odrobina geografii - specjalnie dla jednej ze szkwałowiczek. Maharono jest miejscowością liczącą ok. 20 tys. mieszkańców położoną na drodze z dużego portu Tamatave na południe. Tylko dotąd dochodzi asfalt. Żeby jechać dalej trzeba mieć terenowy samochód i trochę szczęścia, bo jak spadnie deszcz tubylcy blokują rozmiękłe drogi żeby ich nie niszczyć. Można zostać zamurowanym w jakiejś wiosce. A wioski te mocno odbiegają od naszych standardów.
Pozdrawiam i czekam na relacje z Waszych wypadów
Awaryjny
|
|