Jachtowy Sternik Morski 2020/2021

image00013
  • DATA: 24-11-2020
  • LOKALIZACJA: Kraków/Kołobrzeg
  • DOSTĘPNE MIEJSCA:

Szkolenie na stopień jachtowego sternika morskiego (JSM).

Kurs kompleksowo przygotowuje do prowadzenia jachtów żaglowych do 18m po wodach morskich.

.image00040

Szkolenie składa się z dwóch części:

- teoretycznej – seria wykładów, które w związku z zaistniałą sytuacją pandemiczną zostaną przeprowadzone w bezpieczny sposób online.

Natomiast dotychczasowe ćwiczenia z nawigacji odbywać się będą
w małych grupach z zachowaniem wszelkich środków ostrożności.

- praktycznej – tygodniowe manewry morskie w Kołobrzegu.

W obu częściach można uczestniczyć niezależnie.

 

Wszelkie dodatkowe informacje zostaną podane podczas spotkania organizacyjnego, które odbędzie się  24.11. 2020 r.
w Stary Port, Kraków lub online w zależności od sytuacji związanej z wprowadzonymi ograniczeniami.

.

Jachty: Bavaria 36 i Sun Oddysey 379

…..

Warunki dopuszczenia do egzaminu:

– ukończone 18 lat.image00020

– odbycie co najmniej dwóch rejsów morskich w łącznym czasie co najmniej 200 godzin żeglugi.

.

Część praktyczna odbywa się w  Kołobrzegu.

– intensywne manewry portowe, ze szczególnym naciskiem
na manewry na silniku z użyciem boi/ dalby/ longside/ Y-bomu,

– manewry na żaglach,

– praca w załodze,

– planowanie wyjścia/wejścia do portu,

– żegluga i nawigacja w warunkach morskich,

–  poranne lub wieczorne wykłady, ograniczone do rzeczy najbardziej praktycznych, powtórka wiedzy z każdego działu: Nawigacja, Locja, Meteorologia, Wiadomości o jachtach, Ratownictwo, Sygnalizacja oraz ćwiczenia z nawigacji.

Ostatniego dnia egzamin przed komisją Akademii Morskiej.

.

Część teoretyczna (oparta na skryptach sporządzonych przez Instruktorów Klubu):

– seria 9 wykładów tematycznych (2-4 godzin każdy),

– dodatkowe zajęcia praktyczne z nawigacji (jeden wybrany weekend).

.

Informacje i zapisy: q.qba@interia.pl / 504 095 106

..

strona

  Terminarz:

24.11. 2020, godz. 20:00 – spotkanie organizacyjne.

11. 2020 – 04. 2021 – wykłady tematyczne (online) oraz ćwiczenia z nawigacji.

15. – 22.05. 2021 – szkolenie praktyczne, manewrówka
w Kołobrzegu.

                                                                                          

.

.Cena:

Teoria: 150 zł

Praktyka: 1550 zł

możliwa wygodna płatność ratalna:

I rata: 500 zł

II rata: 500 zł

III rata: 550 zł

.

Zapraszamy do zapoznania się z relacją Miłosza Sotomskiego, jednego z uczestników szkolenia Jachtowy Sternik Morski 2019 oraz do naszej galerii.

Jachtowy Sternik Morski – szkolenie 2019/2020

60780608_606206789884475_5539508828216754176_n
  • DATA: 12-11-2019
  • LOKALIZACJA: Kołobrzeg
  • DOSTĘPNE MIEJSCA:

Szkolenie na stopień jachtowego sternika morskiego (JSM).

 

Kurs kompleksowo przygotowuje do prowadzenia jachtów żaglowych do 18m po wodach morskich.60722392_332056060809968_5794648641721335808_n

.

Szkolenie składa się z dwóch części:

– teoretycznej – seria wykładów oraz ćwiczeń z nawigacji; odbywa się w Krakowie, w Tawernie Stary Port w wyznaczone wtorki,

– praktycznej – tygodniowe manewry morskie w Kołobrzegu.

W obu częściach można uczestniczyć niezależnie.

 

Wszelkie niezbędne informacje zostaną podane podczas spotkania organizacyjnego, które odbędzie się  12.11.2019 w sali wykładowej mieszczącej się w Tawernie Stary Port  (wejście od ul. Jabłonowskich).

.

Jachty: Bavaria 36 i Sun Oddysey

…..

Warunki dopuszczenia do egzaminu:

– ukończone 18 lat.

– odbycie co najmniej dwóch rejsów morskich w łącznym czasie co najmniej 200 godzin żeglugi.

.

Część praktyczna odbywa się w  Kołobrzegu.

– intensywne manewry portowe, ze szczególnym naciskiemIMG-4794
na manewry na silniku z użyciem boi/ dalby/ longside/ Y-bomu,

– manewry na żaglach,

– praca w załodze,

– planowanie wyjścia/wejścia do portu,

– żegluga i nawigacja w warunkach morskich,

–  poranne lub wieczorne wykłady, ograniczone do rzeczy najbardziej praktycznych, powtórka wiedzy z każdego działu: Nawigacja, Locja, Meteorologia, Wiadomości o jachtach, Ratownictwo, Sygnalizacja oraz ćwiczenia z nawigacji.

Ostatniego dnia egzamin przed komisją Akademii Morskiej.

.

Część teoretyczna (oparta na skryptach sporządzonych przez Instruktorów Klubu):

– seria 9 wykładów tematycznych (2-4 godzin każdy),

– dodatkowe zajęcia praktyczne z nawigacji (jeden wybrany weekend).

.

Informacje i zapisy: q.qba@interia.pl / 504 095 106

..

.

strona

                                Terminarz:

12.11. 2019; GODZ. 20:00 – spotkanie organizacyjne.

11.2018 – 03.2019 – wykłady tematyczne oraz ćwiczenia z nawigacji.

18-25.05.2019 – szkolenie praktyczne, manewrówka w Kołobrzegu.

                                                                                          

.

.

.

.

Cena:

Teoria: 150 zł

Praktyka: 1550 zł

.

Zapraszamy do zapoznania się z relacją Miłosza Sotomskiego, jednego z uczestników szkolenia Jachtowy Sternik Morski 2019 oraz do naszej galerii.

Dziennik manewrowy, czyli Jachtowy Sternik Morski 2019 [relacja]

61127477_825021424563837_2577574152533704704_n

Sobota to dzień, w którym w marinie dużo się dzieje – jedni zdają jachty, drudzy je odbierają. Trwa gorączkowe sprzątanie przed następnym czarterem i ewentualna drobna naprawa uszkodzeń, uzupełniane są zapasy wody i paliwa. My w tym wszystkim czekamy aż przygotują nasze jachty, patrząc jak rybacy wyciągają połowy ze swoich sieci.

Będzie ich czterech, zarówno jachtów i instruktorów. Komandor MKM Szkwał Jakub Sepielak oraz kapitanowie: Paweł Dziedzic, Jan Olszewski i Lechu Stoch, z nimi dwie Bavarie i dwie Hanse. To wszystko w Marinie Solnej i porcie w K69689177_2972818516093494_5268664806096764928_nołobrzegu. Tak zaczyna się nasza przygoda z częścią praktyczną kursu na Jachtowego Sternika Morskiego.

Część teoretyczną mamy za sobą, więc instruktorów już znamy,
z załogą też nieraz widzieliśmy się na zajęciach. Jednak żeby formalności stało się zadość, następuje przedstawienie załóg. Później
i tak w chwilach stresowych, czy momentach kiedy wydawanych będzie dużo komend, imiona się trochę mieszają. Tak powstanie Tomasz, który w rzeczywistości był Krzyśkiem. Ja trafiłem do Janka, więc głównie opiszę to, co działo się w jego załodze. Jednak na innych jachtach szkolenie odbywało się bardzo podobnie, czasami zmienialiśmy się tylko zadaniami, żeby w trakcie wykonywania manewrów za bardzo sobie nie przeszkadzać.

Po zaokrętowaniu i przedstawieniu załogi, następuje czas na naukę zasad bezpieczeństwa. Mierzymy kamizelki ratunkowe,
a kapitan zapoznaje nas z jachtem i sprzętem znajdującym się na nim, jest też czas na przypomnienie sobie podstawowych węzełków. W najbliższych dniach najbardziej przydadzą nam się knagowy i ratowniczy do cumowania jachtu, wyblinka do mocowania odbijaczy i buchta do klarowania lin. Po tym wprowadzeniu, od razu wypływamy i tutaj znowu moment na szkolenie praktycznych umiejętności, ponieważ każdorazowo wszelkie manewry w porcie należy zgłosić do Kapitanatu Portu. Janek więc pokazuje, jak i na którym kanale radiowym to zrobić. 

Podczas całego tygodnia, każdy ma za zadanie oswoić się z jachtem. Na początek kręcimy ósemki” w prawo i w lewo. Ćwiczenie to ma pomóc nam sprawdzić, w którą stronę obraca się śruba. Nasza Bavarka ma lewoskrętna śrubę, wiedza ta przyda się przy wykonywaniu późniejszych manewrów. Następnym zadaniem jest dopłynięcie do brzegu rufą, nie cumujemy, zatrzymujemy się tylko i odpływamy. Każdy musi wybrać, w które miejsce podpłynie i próbować zrobić to jak najdokładniej. Gdy nie udaje się trafić w wybrane wcześniej miejsce, kursanci żartują i stwarzają pozory, że stanęli w odpowiednim miejscu
i tak właśnie miało być. Na szczęście przy brzegu, przy którym trenujemy nie ma innych jachtów, więc nie obawiamy się
o poważne uszkodzenia. Po kilku seriach takiego ćwiczenia wracamy do portu. Cumujemy do brzegu, chwila odpoczynku
i zabieramy się za powtórkę części teoretycznej. Uczymy się do późna. Światełka i pytania o budowę jachtu tak nas wciągnęły, że Janek musi nam przypomnieć że wypadałoby iść spać, bo jutro szkolimy się da53853941_409450206508692_3739364077412024320_nlej.   

Następnego dnia, pomimo długiej nauki w dniu poprzednim, załoga wstaje o wyznaczonej porze, kambuz przygotowuje śniadanie, szybka toaleta i znów jesteśmy gotowi do kolejnych zmagań. Tym razem przy wychodzeniu z portu już sami zgłaszamy do kapitanatu chęć rozpoczęcia manewrów. Poznajemy też ciekawostki – przy wyjściu
z basenu portowego, znajduje się dalba dewiacyjna, dawniej jednostki cumowały do niej i obracając się
określały poprawkę kompasu na różnych kursach. 

Co to, znowu powtarzamy podchodzenie rufą do czwartej opony? Tak, wyćwiczenie tego manewru, choć z pozoru niepotrzebnego, ułatwi nam późniejsze podchodzenie do Y-bomu. Zaczynamy również manewry dziobem do wyznaczonego miejsca, dalej nie cumujemy tylko stajemy i odpływamy. Jednak przy tym zadaniu potrzebna jest już lepsza współpraca załogi. Musimy mieć na dziobie tzw. oko”, osobę która będzie nam mówić jaka odległość pozostała do nabrzeża. Początkowo podaje się ją
w długościach jachtu, by przy samym końcu informować o odległości już w metrach.

Miejsce, w którym manewrujemy i ćwiczymy nazywa się obrotnicą, czyli przestrzeń, gdzie może zawrócić duży statek. Musimy więc uważać, kiedy wpływają jednostki dużo większe niż nasza. W pewnym momencie nadają one dwa krótkie sygnały, zmieniam swój kurs w lewo”, ustępujemy im wtedy i pozwalamy bezpiecznie zawrócić. Ten dźwięk będzie nam towarzyszył do końca kursu, początkowo trochę straszny, lecz z dnia na dzień stanie się dla nas normalnością.

Po obiedzie zaczynamy cumowanie rufą do Y-bomu, owocują tu dobrze wyćwiczone poprzednie manewry. Dochodzi jednak kilka dodatkowych zadań-musimy wybrać załogę do pracy na cumach, szpringach i odbijaczach oraz wyznaczyć tzw. desantowego. Dlatego przed każdym manewrem omawiamy co planujemy zrobić, w jaki sposób i kto będzie odpowiedzialny za konkretne czynności. Początkowy stres związany z manewrem i dodatkowa duża ilość komend do wydania, powoduje powstawanie lapsusów językowych np. szpring dodziobowy”. Było ich oczywiście sporo więcej ale resztę zatrzymamy dla siebie. 

Kolejny dzień i znów powtarzamy ćwiczenia. Jednak jest w tym jakaś metoda, gdyż z każdym razem wychodzi nam to coraz lepiej. Dochodzi nowe zadanie – longside na reserved”. Reserved” to tabliczka na brzegu, do której mamy podejść tak, żeby po wykonanym manewrze, stać burtą do nabrzeża, a rufę mieć dokładnie w miejscu napisu. Przy tym ćwiczeniu pracuje już każdy załogant – potrzebne jest oko”, i dobry  desant”, ktoś do podania cum i sprawna praca odbijaczami.

W międzyczasie bez ostrzeżenia Janek wyrzuca tyczkę do wody – manewr  człowiek za burtą”. Najpierw próbujemy sami,
a potem otrzymujemy wskazówki, jak wykonać go poprawnie. Takie
zaskoczenia” też już pozostaną z nami do końca kursu, tylko w pewnym momencie sami członkowie załogi zaczną wyrzucać tyczkę. 

Po przedpołudniu pełnym ciężkiej pracy, czeka nas nagroda – pierwsze wyjście w morze.60474864_182127596047303_8659495624627978240_nMusimy się jednak do tego dobrze przygotować – obowiązkowe pasy i ciepłe ubrania. W porcie jesteśmy osłonięci, więc brak wiatru i ładna pogoda, to mogą być tylko pozory. Pełne morze potrafi zaskoczyć. Wychodzimy z portu na silniku, zanim jednak postawimy żagle, instruktor tłumaczy kolejne czynności. Szybka powtórka nazw żagli, lin, odpowiednich kursów
i ustawienia żagli względem wiatru. Natomiast wiatr był wręcz idealny do nauki. Gdy każdy spróbował swoich sił, a słońce chyliło się ku zachodowi, postanowiliśmy wracać. Znajdujemy locję i sprawdzamy wejście do portu. Startujemy od pławy
KOŁ”. Gdy czerwona główka portu zejdzie się z Pomnikiem Zaślubin z Morzem, należy zmienić kurs. Wszystko byłoby dobrze, tylko gdzie ten pomnik i jak on wygląda? Całe szczęście, że jest internet. Udaje się znaleźć pomnik, lecz z morza wygląda jak duży, szary głaz, ukryty pośród drzew.

W ten oto sposób zakończyliśmy… chwila moment, który to już dzień? Tyle się dzieje i dni mijają tak szybko, że można się pogubić. Nowy poranek i całe przedpołudnie szkolimy wcześniej poznane manewry. Jednak tym razem Janek obserwuje nas z nadbrzeża. Chce zobaczyć jak poradzimy sobie na egzaminie, wtedy przecież nie będzie mógł nas wspierać. Manewry wychodzą nam już dość przyzwoicie, teraz trzeba je jeszcze doszlifować, żebyśmy potrafili wykonać je również
w trudniejszych warunkach np. w zatłoczonym porcie. Po przerwie obiadowej następuje zmiana instruktorów. Teraz pływamy z Kubą – świeże spojrzenie na załogę i kilka nowych wskazówek pozwala nam jeszcze lepiej przygotować się do egzaminu, ale nie tylko, bo przecież najważniejsze co mamy wynieść z tego szkolenia, to umiejętność manewrowania, sterowania i prowadzenia jachtu w realnych warunkach.

Wieczorem jak zwykle powtórka części teoretyczne. Dzisiaj jednak zamieniamy pytania testowe na pracę z mapą. Pracujemy wspólnie, dzielimy się wiedzą i sposobami rozwiązania zadań. Pomimo tego, że na większości współczesnych jachtów mamy dostępny GPS, to nawigacja klasyczna jest równie ważna, jak umiejętności praktyczne, sprzęty przecież bywają zawodne. Załoga rozwiązuje zadania, a Janek udowadnia, że dobry kapitan powinien potrafić zrobić wszystko na jachcie i przygotowuje nam przepyszne kanapki. 

Nowy dzień zaczynamy także od pracy z mapą, tym razem jednak każdy rozwiązuje zasadnie samodzielnie. Niestety na jachcie nie ma miejsca na rozłożenie siedmiu map, więc szukamy czegoś w marinie. Okazuje się, że idealnie do tego celu nadaje się – pralnia. Po skończeniu ćwiczeń nawigacyjnych, mamy chwile odpoczynku, więc idziemy pozwiedzać Kołobrzeg. Najpierw jedzenie i tu wybór pada na promowany przez Szkwał kebab Zahir. Rollo, superrollo i super megarollo – trzeba zobaczyć i spróbować. Następnie wizyta na plaży i słodka niespodzianka od naszego kapitana. Musi być dobrze skoro zostaliśmy uraczeni pysznymi pączkami. Na plaży bawimy się z mewami i sprawdzamy ich umiejętność łapania okruszków
w locie, wychodzi im to zaskakująco dobrze.

Dziś wielki dzień – po południu mamy egzamin. Dwie załogi zaczynają praktyką, dwie teorią. Na tyle dobrze czujemy się
w manewrowaniu, że wolimy przeznaczyć przedpołudnie na ćwiczenia z nawigacji.

Nadchodzi godzina 15, chwilę wcześniej skończyliśmy ostatnią odprawę przedegzaminacyjną. Każdy dostaje indywidualne wskazówki od Janka. Obserwował nas przez cały tydzień, więc wie w czym każdy j60871603_304915433769723_1939622967633772544_nest dobry, a na co powinien zwrócić szczególną uwagę. Po chwili na kei pojawia się egzaminator z Akademii Morskiej. Przedstawia się i opowiada o tym, że podglądał nasze manewry od tygodnia. Okazuje się że to instruktor optymistów”,
którzy również szkolili się, w tym samym czasie co my. Po uzupełnieniu listy
i krótkim objaśnieniu zasad, przystępujemy do egzaminu. Każdy z nas ma za zadanie wykonać jakiś konkretny manewr. Egzaminator nie ma większych zastrzeżeń, wszystko zostało wykonane poprawnie, przekazuje jedynie swoje dodatkowe uwagi. Po manewrach mamy jeszcze chwilę czasu do części teoretycznej, więc egzaminator opowiada nam kilka historii ze swojego ciekawego życia żeglarskiego. Kiedyś zdarzyło mu się, bodajże w okolicach Wietnamu, wyczarterować jacht ze 100 letnimi mapami, które oczywiście nie przydały mu się do nawigacji. Przestrzega również, by żeglując wokół wysp pochodzenia wulkanicznego, zawsze cumować po stronie zielonej, tej z bujną roślinnością, gdyż nawet uśpiony wulkan może w pewnym momencie  dać znać o swoim istnieniu. 

Przyszedł czas na egzamin teoretyczny, jedziemy więc do Ośrodka Szkoleniowego Akademii Morskiej. Składa się on z dwóch części – pytań testowych i zadań nawigacyjnych na mapie. Na wyniki musimy trochę poczekać, ale w nagrodę za cierpliwość możemy spróbować swoich sił testując symulator statków morskich. Okazuje się, że wystarczy oszukać oko, żeby nasz mózg próbował utrzymać równowagę. Pochylamy się więc i 60660273_701845246914903_909330871046111232_npróbujemy utrzymać się na wirtualnej fali” pomimo tego, że symulator to normalne pomieszczenie, a tylko rozstawione wszędzie ekrany powodują efekt bujania. Na koniec szybkie pamiątkowe zdjęcie i powrót do mariny. 

Wieczorem ogłoszenie wyników, okazuje się, że wszyscy otrzymamy upragnione patenty. Z tego powodu organizujemy grilla i małą imprezkę. Nareszcie można się rozluźnić po pracowitym tygodniu.

Niektórzy powiedzą, że egzamin daje nam tylko papier, ale wszystkie umiejętności czy wskazówki, które zdobyliśmy podczas całego tygodnia będziemy wykorzystywać w przyszłości. Chciałbym więc, w imieniu wszystkich załóg i każdego z osobna, podziękować naszym instruktorom. Nie tylko za przygotowanie do egzaminu, ale przede wszystkim za wyposażenie nas w wiedzę i umiejętności do samodzielnego prowadzenia jachtu. Również za atmosferę która sprzyjała nauce i pozwoliła nawiązać bliższe znajomości. Dzięki i do zobaczenia na morzu.

..

.

Autor: Miłosz Sotomski

Korekta: Paulina Szczepankiewicz

.

Chcesz zostać Jachtowym Sternikiem Morskim?

Zapisz się na kurs 

Jachtowy Sternik Morski 2019/ 2020

.

.

.

Jachtowy Sternik Morski – szkolenie 2018/2019

manewrówka 2018
  • DATA: 20-11-2018
  • LOKALIZACJA: Kraków/ Kołobrzeg
  • DOSTĘPNE MIEJSCA:

 Szkolenie na stopień jachtowego sternika morskiego (JSM).

 

Kurs kompleksowo przygotowuje do prowadzenia jachtów żaglowych do 18m po wodach morskich.received_1926404400734916

.

Szkolenie składa się z dwóch części:

- teoretycznej – seria wykładów oraz zajęć z nawigacji; odbywa się w Krakowie,
w Tawernie Stary Port w wyznaczone wtorki,

- praktycznej – tygodniowe manewry morskie w Kołobrzegu.

W obu częściach można uczestniczyć niezależnie.

 

Wszelkie niezbędne informacje zostaną podane podczas spotkania organizacyjnego, które odbędzie się  20.11.2018 w sali wykładowej mieszczącej się w Tawernie Stary Port  (wejście od ul. Jabłonowskich).

.

Jachty: Bavaria 36 i Cobra 41

 …..

Warunki dopuszczenia do egzaminu:

- ukończone 18 lat.

- odbycie co najmniej dwóch rejsów morskich w łącznym czasie co najmniej 200 godzin żeglugi.strona1

 .

Część praktyczna odbywa się w  Kołobrzegu.

- intensywne manewry portowe, ze szczególnym naciskiem
na manewry na silniku z użyciem boi/ dalby/ longside/ Y-bomu,

- manewry na żaglach,

- praca w załodze,

- planowanie wyjścia/wejścia do portu,

- żegluga i nawigacja w warunkach morskich,

-  poranne lub wieczorne wykłady, ograniczone do rzeczy najbardziej praktycznych, powtórka wiedzy z każdego działu: Nawigacja, Locja, Meteorologia, Wiadomości o jachtach, Ratownictwo, Sygnalizacja oraz ćwiczenia z nawigacji.

Ostatniego dnia egzamin przed komisją Akademii Morskiej.

 .

Część teoretyczna (oparta na skryptach sporządzonych przez Instruktorów Klubu):

- seria 9 wykładów tematycznych (2-4 godzin każdy),

- dodatkowe zajęcia praktyczne z nawigacji (jeden wybrany weekend)

 .

Informacje i zapisy: q.qba@interia.pl / 504 095 106

 ..

.

strona

                                Terminarz:

       20.11. 2018 – spotkanie organizacyjne

       11.2018 – 03.2019 – wykłady tematyczne oraz ćwiczenia z nawigacji

      18-25.05.2019 – szkolenie praktyczne, manewrówka w Kołobrzegu.

                                                                                          

 .

.

.

.

Cena:

Teoria: 150 zł

Praktyka: 1550 zł

.

Zapraszamy do zapoznania się z relacją Mateusza Płuciennika, jednego z uczestników szkolenia na Jachtowego Sternika Morskiego 2018 oraz do naszej galerii.

Dziennik manewrowy, czyli Jachtowy Sternik Morski 2018 – [relacja]

received_1929608580414498

              Piątek, jakoś przed 14:00, MOP Aleksandrowice. Jak na koniec kwietnia, pogoda typowo letnia, termometr wskazuje 25 stopni w cieniu, słońce grzeje,chmur na niebie brak. Aż trudno uwierzyć, w opowieści o śnieżnych porankach, deszczu
i zimnie, których doświadczyli zeszłoroczni kandydaci na sterników. Mimo wszystko, morze, ma swoje kaprysy, więc jesteśmy na każdą pogodę. Czekając na drugi samochód, obserwujemy ruch na lotnisku Balice. Docieramy po północy, zmęczeni po całym dniu podróży idziemy z bagażami na keję. Tam czekają na nas trzy jachty: dwie Bavaria Cruiser 36 oraz Cobra 41. Nam przypadła jedna z Bavarii, na razie jeszcze pusta, w przeciwieństwie do dwóch pozostałych jachtów, na których spotykamy znajome twarze z wykładów. Idziemy się przywitać i chwilę porozmawiać. Pomimo wyczuwalnej ekscytacji nadchodzącym szkoleniem, szybko kładziemy się spać – zmęczenie bierze górę, a przed nami przecież wymagający tydzień!

manewrówka 2018

            Budzi nas gwar na kei, jest przed 8:00. To kolejni załoganci, ruszyli w nocy z Krakowa by dotrzeć do nas na śniadanie. Po kawie wypitej w porannym słońcu, przystępujemy do szkolenia. Pogoda nadal sprzyja, gdy Janek, nasz instruktor i kapitan na najbliższy tydzień zbiera załogę w kokpicie i zaczynamy od zapoznania się
z jachtem. Następnie przechodzimy do przeszkolenia z bezpieczeń-
stwa – dopasowujemy pasy pneumatyczne i uczymy się chodzić po jachcie używając wąsów – każdy z nas musi zrobić „okrążenie” będąc cały czas przypiętym do pokładu. Nie jest to proste, ale ta umiejętność przyda się jeszcze nie raz w trudnych warunkach! Gdy ostatni z naszej ósemki kończy „okrążenie”, zdejmujemy pasy i przechodzimy do przypomnienia, jak odbierać jacht od firmy czarterowej. Dobrze odebrany jacht, to podstawa udanego rejsu! Janek pokazuje nam na co zwrócić uwagę, o co zapytać armatora i przekazuje nam swoje doświadczenia z odbierania jachtów.

           Przez cały tydzień, każdą wolną chwilę wykorzystujemy na naukę. W oczekiwaniu na obiad przypominamy sobie węzły. Dochodzi 15:00, czas na wzmacniający posiłek. Chwila odpoczynku, kawa i zaczynamy manewry. Pierwsze odejście od kei robi Janek, wyprowadza łódź do basenu portowego opowiadając o tym, co nas dzisiaj czeka: będziemy wyczuwać jacht
i uczyć się, jak nim sterować. Zaczynamy od sprawdzenia skrętności śruby – na ochotnika zgłasza się Grzesiek, przejmuje ster, daje małą na przód i ster lewo na burt. Po zrobieniu pełnego obrotu zmieniamy kierunek – prawo na burt. Obserwujemy kilwater i na podstawie jego rozmiaru staramy się określić, w którą stronę jacht jest bardziej manewrowny. Oczywiście pojawiają się rozbieżne opinie, ale mamy jeszcze siedem takich prób przed nami. Po kolei, każdy robi dwa obroty: jeden
w lewo, drugi  w prawo. Różnice są niewielkie, ale stwierdzamy – nasza Bavaria lepiej skręca w lewo. Ta informacja przyda nam się później podczas manewrów. Przechodzimy do pierwszych prób parkowania, na razie „na sucho” celujemy rufą
w wybrane miejsce. Wybór, kto stoi za sterem szybko przechodzi z „na ochotnika” w kolejkę. Każdy z nas jest głodny wiedzy
i doświadczenia, żaden najchętniej steru by nie oddawał. Ustalamy kolejność, której trzymamy się już do końca tygodnia, pozbywając się nieuniknionych niesnasek. Pierwsze próby trafienia, tam gdzie zaplanowaliśmy kończą się z różnym skutkiem, raz wychodzi idealnie, a raz mijamy się o dobrych kilka metrów. Janek stara się nie ingerować za bardzo w nasze poczynania, byśmy sami zobaczyli, jakie efekty da wybrany przez nas sposób podejścia. Szybko uczymy się, że im więcej miejsca i czasu na manewr, tym lepiej.

            Po kilku kolejkach robienia „rufek”, kapitan zapoznaje nas z ważnym manewrem – człowiek za burtą. Każdy z nas zna go już z żagli, teraz przed nami manewr na silniku. Dodatkowe utrudnienie stanowią dwa pozostałe jachty i przepływające łodzie rybackie oraz promy – port przecież żyje swoim życiem. Zaczynamy od omówienia manewru i przypomnieniu komend. W tym czasie, jeden z nas przygotowuje tyczkę treningową i w pewnym momencie wyrzuca za burtę. Po pokazowym manewrze wykonanym przez Janka i podjęciu „człowieka” na pokład przychodzi nasza kolej. Robimy po kilka prób, Janek omawia z nami każdy manewr, wskazuje błędy, a my staramy się eliminować je w kolejnych podejściach.

            Coraz bardziej wyczuwamy manewrowość naszej Bavarii, czas więc na pierwsze parkowanie z prawdziwego zdarzenia! Rozpoczynamy naukę od podejścia longside. Kapitan instruuje nas, jak powinno ono książkowo wyglądać, przypomina niezbędne komendy. Przekazuje nam też zasadę, która będzie nam przyświecać do końca tygodnia, a najlepiej i do końca naszej przygody z żeglarstwem: manewr ma być przede wszystkim BEZPIECZNY, SKUTECZNY I ELEGANCKI! Mając tę maksy-
mę w pamięci, robimy pierwsze podejścia. Każdy manewr zaczynamy od wybrania miejsca parkowania, posiłkując się doświadczeniem Janka wybieramy najlepszy kurs i przechodzimy do wyznaczania zadań. Z początku mnogość komend sprawia, że języki nam się plączą, ale mamy cały tydzień manewrowania na trening. Po raz pierwszy możemy się poczuć jak prawdziwy skipper, załoga nas słucha  i wykonuje nasze polecenia. Gdy wszyscy są gotowi, rozpoczynamy podejście
i ponoManewrówka 2018wnie, wychodzi to nam raz lepiej, raz gorzej. Tu za duża prędkość, tam za mała, tu podejście pod zbyt małym kątem względem nabrzeża, a to za wcześnie rozpoczęte „doklejanie” do nabrzeża, a to za późno. Cały czas uczymy się jachtu, oswajamy z jego gabarytami i manewrowością. Do tego dochodzą błędy, jako załoganci. W końcu tego też, musimy się nauczyć! Podawanie odległości, odpowiednia praca na odbijaczach, desant na ląd, prawidłowe przygotowanie cum, zwłaszcza na odpowiedniej burcie! Tak, takie pomyłki też się zdarzały.

            Sprzyjająca pogoda sprawia, że manewry kończymy o zmierzchu. Załoga Conrada ćwiczy jeszcze podejścia
w y-bomach, a druga Bavarka wybrała się na zachód słońca na Bałtyk. Trochę zazdrościmy, ale wiemy, że i na to przyjdzie czas. Wpływamy do mariny jachtowej, pozostaje nam już tylko pierwsze parkowanie w y-bomie. Zaparkowani, otwieramy trap, poprawiamy cumy i dokładamy szpring, żeby nasza łódź była bezpieczna przez całą noc. Czas na kolację, zbieramy chętnych i idziemy do miasta na ciepły posiłek. Na chwilę wchodzimy na plażę, by po raz pierwszy podczas tego wyjazdu zobaczyć morze. Wieczór kończymy dosyć późno, w końcu wszystkie trzy załogi są na miejscu. Trzeba się z każdym przywitać, poznać niepoznanych i porozmawiać o wrażeniach z pierwszego dnia. W końcu idziemy spać, każdy ma z tyłu głowy to, że jutro trzeba być w pełni sił.

            Niedzielny poranek jest dla nas dosyć ciężki, niewyspanie daje się we znaki, ale trzeba działać. Na ratunek przychodzi nam kawa, kambuz o to zadbał. Każdy już obudzony, szybkie śniadanie i parę minut po dziewiątej rozpoczynamy manewry. Znów, odejście od y-bomu, płyniemy do basenu portowego. Zaczynamy od kilku „rufek”, potem „człowiek za burtą”
i longside. Trenujemy do 14:00. Idzie nam coraz lepiej, coraz mniej poprawek i kapitańskich uwag. Wracamy na obiad, po którym czeka nas nowość – parkowanie przy y-bomie. Co prawda, pierwsze było wczoraj, ale tylko jeden kolega dostąpił tego „zaszczytu”. Dzisiaj cała ekipa przetrenuje wpływanie zarówno dziobem, jak i rufą. Kolejną nowością jest wiatr. Poprzednio zawsze staraliśmy się wykorzystywać wiatr dopychający, który „doklejał” zawietrzną burtę do kei, dzięki czemu mogliśmy manewrować z większym zapasem. Teraz przed nami następne wyzwanie, wiatr odpychający, który wiąże się
z ciaśniejszym manewrem, wymagający od nas większego skupienia i precyzji. W końcu błąd może się skończyć wylądowaniem na drugim jachcie! Do tego, zbyt odległe podejście do y-bomu utrudni życie destanowi, albo nawet je całkowicie uniemożliwi i manewr trzeba będzie powtarzać. Na szczęście, jesteśmy w Kołobrzegu przed sezonem, dzięki czemu miejsca mamy aż nadto. Po serii wzlotów i upadków, parkowań w ciasnych miejscach i tych bardziej dostępnych kończymy dzień ponownie z zachodem słońca. Prawie 10 godzin manewrów jachtem morskim połączone z niewyspaniem daje się we znaki. Po kolacji wracamy na pokład i bierzemy się za teorię. Przypominamy sobie oznaczenia świetlne statków, flagi MKS i wiele innych. Dzisiaj już grzecznie, kładziemy się niewiele po północy.

            Kolejne dni upływają nam na manewrowaniu w porcie, od rana do wieczora ćwiczymy longside, rufy, y-bomy, wieczorami powtarzamy teorię i nawigację. Robimy tylko krótką przerwę na obiad, który lepiej zjeść, by mieć siłę dotrwać do wieczora! Teraz  manewry robimy seriami, każdy przejmując ster, ma do wykonania po kolei 2-3 manewry. Powtarzamy je do skutku, aż wszystko zagra w myśl jankowej zasady BSE. Parkowania urozmaicamy sobie wyrzucając w ich trakcie „człowieka” za burtę. Zaczynamy kombinować, utrudniać sobie manewry, podchodząc z wiatrem, wyobrażamy sobie, że port jest pełny
i musimy zaparkować w bardzo ciasnym miejscu, na styk. Błędów coraz mniej, Janek coraz bardziej wyluzowany. Widzi, że nasza pewność za sterem rośnie. Mamy już wtorek, w pewnym momencie Janek schodzi na nabrzeże, niby pod pretekstem rozmowy z drugim instruktorem. Mamy klar na cumach i odbijaczach, desant na pokładzie, „nowy” sternik za sterem, wszystko gotowe do odejścia. Czekamy tylko na jego powrót, gdy słyszymy:

  • No, nie stójcie tak, jeździmy dalej.
  • A Ty? – pytamy zgodnie chórem.
  • Co ja? Ja to już umiem! No, pływamy. Odchodzicie i wracacie w to samo miejsce. Pamiętajcie, ma być BEZPIECZENIE, SKUTECZNIE I ELEGANCKO. Będę miał Was na oku! – słyszymy w odpowiedzi.

            Pojawia się lekki stres, pierwsze odejście i podejście bez instruktora na pokładzie? No, ale przecież od 4 dni pływamy sami, Janek tylko nas koryguje i w razie czego ratuje sytuację. Daje nam uczyć się na błędach. Co może pójść nie tak?!
Za sterem znów Grzesiek, najbardziej doświadczony z nas, Mazury to jego drugi dom. Odpływamy bez problemów, robimy nawrót i podchodzimy ponownie. Poszło jak po maśle! Daje nam to pewność siebie. Baczne oko Janka ocenia nas z brzegu. Po manewrze dzieli się z nami swoimi uwagami, mimo wszystko znajduje kilka rzeczy do poprawy, w końcu ma być również ELEGANCKO! Dla nas wszystkich to dobry test, musimy być załogą, która współpracuje. Każdy stara się pomóc. Wprowadza to trochę chaosu, ale tylko na początku. Zdobywamy zaufanie i zaczynamy zwracać więszką uwagę na własne błędy. Te parę dni dało nam pogląd na to, w czym kto się sprawdza najlepiej, dlatego nie dobieramy już losowo zadań dla załogi, aczkolwiek zachowujemy rotację na stanowiskach.

            Po wtorkowym obiedzie kapitan decyduje, że teraz pływamy na żaglach. W końcu! Morze! Wracamy do basenu portowego, ładnie się rozwiało, więc zakładamy drugi ref, dajemy mniej foka i wychodzimy za główki portu. Ale frajda!
Są przechyły, wiatr we włosach, szum wody i żadnego jachtu w zasięgu wzroku. Pozostałe jednostki ćwiczą y-bomy. Bavaria okazuje się bardzo zwrotna, daje masę przyjemności z prowadzenia, ale też dużą pewność i stabilność.

 Manewrówka 2018           W końcu przepowiednie instruktorów się sprawdzają, następnego ranka budzi nas deszcz. Prognozy zapowiadają, że po obiedzie się wypogodzi. Przed nami decyzja: pływamy w ciężkiej pogodzie i ryzykujemy chorobę czy ćwiczymy teorię i nawigację. Tydzień chyli się ku końcowi, jutro po obiedzie czeka nas egzamin teoretyczny, więc podejmujemy decyzję o wspólnej pracy z mapami. Zbieramy chętnych i w salce udostępnionej przez marinę bierzemy się za nawigację. Kliku z nas, lepiej obeznanych z tematem  doszkala pozostałych. Zawsze też możemy liczyć na wiedzę kapitanów.
Do obiadu wszyscy znają kilka sposobów na każde zadanie. Korzystając z poprawy pogody, po obiedzie wracamy do praktyki. Mimo wszystko, jest zimno, mamy więc namiastkę tego, co było w zeszłym roku. Ubrani we wszystko, co ciepłe przystępujemy do manewrów na żaglach w rejonie obrotnicy. Sprawiająca na początku wyjątkowo ciasne miejsce od manewrowania jachtem morskim, po kilku udanych manewrach okazuje się doskonałą okazją, do ćwiczenia sprawnych
i ciasnych zwrotów. Do wieczora zdążyliśmy konkretnie wymarznąć, termos z gorącą herbatą okazał się nieocenioną pomocą, ale w końcu nikt przecież nie mówił, że będzie łatwo.

            Dzień egzaminu teoretycznego przebiegł typowo – od rana szlifujemy manewry. W końcu jednak przychodzi czas na wykazanie się wiedzą. Pozostawiamy nasze jachty i udajemy się do miejsca, gdzie odbywać się będzie egzamin. Jeszcze tylko ostatni papieros, ostatnie uwagi co do zadań i wchodzimy na salę. Poznajemy naszych egzaminatorów, dziś ocenią naszą wiedzę, jutro zobaczą co potrafimy. Mamy dwie godziny na całość, najpierw test, potem zadanie nawigacyjne. Na wyniki oczekujemy w poczuciu lekkiej niepewności. Nareszcie są! Zadowoleni wracamy do mariny, trzeba się wyspać, jutro druga część.

            Piątek – ostatni dzień ,który pokaże, kto sumiennie przepracował cały tydzień i kto potrafi radzić sobie z nerwami. Kadra Szkwału robiła co mogła, przekazując nam całą swoją wiedzę, teraz czas na nas by się wykazać. Po porannych manewrach na kei pojawiają się egzaminatorzy. Każdy z nich będzie z pokładu oceniał pracę zarówno sternika, jak i załogi. Na nasz pokład trafia Maciek Wicik. Nie dokłada nam stresu, od wejścia wprowadzając luźną atmosferę. Zaczynamy! Przed każdym z nas seria manewrów. Ćwiczyliśmy to podczas szkolenia pod opieką najlepszych instruktorów, więc egzamin idzie jak z płatka! Po południu spotykamy się wszyscy na kei, na wręczeniu dyplomów potwierdzających pozytywny wynik egzaminu. Żegnamy egzaminatorów i wracamy na pokład. Pogoda znów jest dla nas łaskawa, więc w nagrodę wypływamy na Bałtyk! Przed nami trochę żeglowania i piękny zachód słońca.manewrówka 2018

            To był owocny czas! Nie tylko ze względu na zdobyte umiejętności, ale również ze względu na poznanych ludzi. Tydzień na jachcie potrafi powiedzieć o człowieku bardzo wiele. Każdy z nas
z Kołobrzegu wyniósł nie tylko bagaż doświadczeń, ale i nowe przyjaźnie, kontakty czy kompanów do wspólnych rejsów. To wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie świetna atmosfera, którą udało się wytworzyć każdemu z kapitanów. Pod koniec tygodnia można było odnieść wrażenie, że z pozostałymi członkami załogi znamy się od lat, a nie kilku dni. W to piątkowe popołudnie nie tylko uzyskaliśmy szersze niż dotychczas uprawnienia, ale i stanęliśmy na początku nowej, pełnej przygód i wyzwań drogi!

 

 

Autor: Mateusz Płuciennik

Korekta: Paulina Szczepankiewicz